Otrzymaliśmy sporo pytań na temat potencjalnej roli tzw. syngalistów w procederze zwalczania przestępczości VAT-owskiej. Sygnalista to ktoś, kto donosi KAS, CBA czy ABW na temat wałków podatkowych (ale nie tylko). Temat ten „odżył” na początku bieżącego roku, kiedy to media ujawniły, że wynagrodzenie dla sygnalistów jest zwolnione z 20% ryczałtu (podatek). No a ile tacy sygnaliści dostają za informacje? Otóż w zdecydowanej większości przypadków są to kwoty w wysokości do 1000 PLN. Tak trochę LOL, bo w perspektywie wielomilionowych wyłudzeń potencjalnie wykrytych dzięki działaniom sygnalistów, nawet określenie „ochłapy” nie opisuje dostatecznie mocno tej rażącej dysproporcji.

I teraz były podobno projekty, aby takiemu sygnaliście, dzięki któremu ujawni się i udowodni (!) jakiś większy proceder VAT-owski, dawać więcej pieniędzy, nawet i 10% majątku skonfiskowanego VAT-owcom. Mogłoby więc tutaj chodzić o milionowe kwoty wynagrodzenia, czyli już nie ochłapy bynajmniej. Niektórzy zapewne powiedzą: Super, to by dopiero było, ile karuzel by się wykryło, pracownicy np. firm przewozowych, w których wożą tę samą miedź w tę i z powrotem po 20 razy w miesiącu, mogliby donieść o takiej anomalii i zgarnąć hajsy! No właśnie… Pomijamy już fakt społecznego odbioru takiego rozwiązania, bo w Polsce donoszenie budzi wyjątkowo pejoratywne skojarzenia (SB, UB, kapusie Gestapo, folksdojcze i co tam jeszcze), ale czy to by się mogło teoretycznie udać i skutkować skokowym wzrostem wykrywalności…? My widzimy tutaj kilka niebezpieczeństw:

a) Janusze nie ogarniający ekonomicznych podstaw biznesu zaczęliby masowo zasypywać urzędy tysiącami donosów pisanych na zasadzie „bo szef to se kupił nowego Mercedesa, więc pewnikiem VAT wyłudza – doniosę i hajsy jeszcze przy tym zarobię, he he.”. Spraw byłoby tak dużo, że służby traciłyby ogromne ilości czasu na ich analizowanie, mając tym samym mniej czasu na łapanie prawdziwych VAT-owców.

b) Wielu „biznesmenów”, którzy sami wyłudzają VAT, mogłoby donosić na konkurencję, bo to nie te czasy, że etosu git-człowieka przestrzega zdecydowana większość przestępców i że „yebać konfidentów na 100%” – to Sebki tylko na koszulkach noszą, a życie swoje (szczególnie przy tak dużych pieniądzach). Zapewne więc mielibyśmy nie raz i nie dwa dwuznaczną moralnie sytuację, w której przestępca VAT-owski nie dość, że okrada budżet, to jeszcze dodatkowo otrzymuje od niego legalne wynagrodzenie, a służby eliminują jego konkurencję. Czyli potrójne combo.

c) Co poniektórzy pracownicy zatrudnieni w nieco większych firmach mogliby preparować dokumenty w celu „wykręcenia afery” nielubianemu szefowi, bo może „a nuż się coś na niego znajdzie i hajsy zgarnę”, ewentualnie nawet kupować towar od ewidentnych VAT-owców z pełną tego świadomością, czyli podkładać tzw. świnię i potem jeszcze pobierać za to wynagrodzenie od służb.

d) W świetle punktów A oraz C mogłoby dochodzić do zbyt wielu bezpodstawnych kontroli, które mogłyby w rezultacie „położyć” niejedną firmę lub też znacznie przyblokować jej działanie (kto przeżył ostrzejszą kontrolę, ten wie), co odbiłoby się negatywnie na gospodarce (może nie w jakimś wielkim stopniu, ale jednak).

To tylko dość luźne przemyślenia, więc wszelkie komentarze pod wpisem mile widziane.