Dziś nieco luźniejszy wpis dotyczący tego, jak można stosunkowo łatwo rozpoznać młodego VAT-owca na poziomie, powiedzmy, podstawowym. Jest to tylko zbiór pewnych symptomów, które złożone razem „do kupy” mogą stanowić mocne poszlaki (ale tylko poszlaki), co proszę wziąć pod uwagę. 

 

1. Drogie auto u kogoś, kto do tej pory jeździł pojazdem typu BMW E46 czy też Golf 4 

Może doprecyzujmy: drogie auto tzn. takie o wartości przynajmniej 200 tys. PLN. I nie ma tutaj w zasadzie znaczenia, że większość takich pojazdów jest wzięta w leasing (spółki VAT-owe robią wszak obroty), bo te kilka – kilkanaście tys. PLN miesięcznie tytułem raty też trzeba z czegoś spłacić. Pomijamy tutaj oczywiste sytuacje, w których ktoś dostał np. spadek i zaszalał, albo jest z zawodu „synem” i tatuś mu zafundował drogą furę.

2. Megaszybki wzrost bogactwa 

Kto zaczynał trudną ścieżkę biznesową od zera, ten wie, że bardzo ciężko jest osiągnąć spektakularne zyski w krótkim czasie – mówiąc „krótkim” mamy tu na myśli kilka miesięcy lub też nawet tygodni (!). Trzeba bowiem czasu na poznanie branży, złapanie kontaktów biznesowych, wyrobienie sobie renomy na rynku itd., a już na pewno potrzebuje tego czasu ktoś, kto X-miesięcy wcześniej pracował na zwykłym etacie. Po prostu w realnym życiu takie nagłe super sukcesy biznesowe praktycznie się nie zdarzają bez tzw. drugiego dna, czy też „ciemnej strony”, jak kto woli.

3. Wczorajszy „gołodupiec”, który dziś działa w kosztochłonnej branży 

Tak już jest, że milionów z VAT-u nie zarobisz na budce z zapiekankami, czy też w salonie fryzjerskim. Aby zagrać o wielkie stawki potrzebne są odpowiednio wysokie obroty, a takie można osiągnąć np. w branży paliw, handlując towarami masowymi itd. Ale, ale, moment! Konkurencja w takich branżach jest ogromna i żeby dostać towar w dobrej cenie, trzeba wyłożyć czasami po kilka milionów PLN. No i teraz pytanie: jakim cudem taki gość, który do niedawna pracował chociażby jako zwykły operator wózka widłowego, nagle ot tak zaczął sobie handlować np. całymi kontenerami elektroniki…? Skąd wziął na to fundusze…? No właśnie…

4. Nieznajomość własnego biznesu, czyli nawijanie makaronu na uszy 

To jest akurat punkt, który można zweryfikować w rozmowie z samym „podejrzanym” o bycie VAT-owcem. Jak? Wystarczy trochę popytać: a na czym dokładnie zarabia ta Twoja firma, ilu klientów miesięcznie masz, jaka wrzuta na jednym sprzedanym tirze kawy, od kogo bierzesz towar, gdzie znajduje się ten Twój magazyn o powierzchni 500 m2…? Itd., itp. I teraz jeśli taki przepytywany gość zacznie się plątać w zeznaniach, to już wiadomo, że może mieć coś za uszami, a najczęściej jest po prostu zwykłym „prezesem” od podpisywania faktur i tak naprawdę nie ma pojęcia, jak to wszystko funkcjonuje.

5. Podejrzani znajomi, często z tzw. półświatka 

Taka sytuacja: jeśli ktoś do tej pory był zwykłym, przeciętnym ziomkiem przesiadującym na osiedlowej ławce, a nagle ostro zredukował kontakty ze starymi kumplami i zamiast tego zaczął się często pokazywać w otoczeniu różnych szemranych postaci jeżdżących najnowszymi Mercedesami klasy S, to wiedz, że coś się dzieje. Tacy nadziani goście prowadzący podejrzane interesy nie zadają się na ogół z przeciętnym zjadaczem chleba, bo i po co? Sami mają wystarczająco ciekawe towarzystwo. No chyba, że taki „szarak” jest im potrzebny np. do pełnienia roli „prezesa” spółki, to wtedy co innego…

Oczywiście nie zawsze „zaliczenie” tych punktów oznacza, że ktoś zaczął zarabiać na VACie zamiast gnić na etacie (no bo może np. dostał spadek czy też wygrał w Lotto), więc prosimy nie traktować tego wpisu śmiertelnie poważnie, a raczej z tzw. przymrużeniem oka. 😉 A, i lepiej nie pytajcie groźnych gangusów o źródła ich dochodów, jak sugeruje punkt 4, bo może się to dla Was nieciekawie skończyć. 

Kategorie: Bez kategorii